Po każdej zjedzonej mandarynce zostaje garść skórek. Zamiast do kosza trafiają u mnie na kaloryfer: kroję je w cienkie paski i zostawiam tam na 2–3 dni. Potem wystarczy jedna łyżeczka suszu na czajnik, żeby zwykła herbata albo kompot z suszonych owoców pachniały cytrusem.
Cienkie paski zamiast dużych płatów
Skórkę zdejmuję w możliwie dużych kawałkach, a potem kroję ją nożem na cienkie paski. Takie paski schną równo. Gruby płat potrafi stwardnieć z wierzchu, a w środku pozostać miękki.
Paski rozkładam na papierze do pieczenia jedną warstwą, tak żeby na siebie nie zachodziły. Papier kładę prosto na kaloryferze albo na blaszce, jeśli suszę w piekarniku. Kawałki ułożone jeden na drugim schną najwolniej, dlatego lepiej rozłożyć je luźno na dwóch arkuszach, niż ścisnąć na jednym.
Ile to trwa: kaloryfer czy piekarnik?
Na kaloryferze skórki potrzebują zwykle 2–3 dni. Nie trzeba ich pilnować. Raz dziennie przemieszam paski, żeby każdy obsechł z obu stron. W sezonie grzewczym to najwygodniejsza metoda, bo grzejnik i tak jest ciepły.
Kiedy zależy mi na czasie, włączam piekarnik. Ustawiam 50 stopni i suszę skórki przez około godzinę. Drzwiczki zostawiam uchylone, żeby para miała którędy uciekać. Przy zamkniętym piekarniku skórki raczej się duszą, niż schną.
Po czym poznać, że skórka jest sucha?
Dobrze wysuszony pasek jest sztywny i łamie się z cichym trzaskiem. Jeśli się wygina, jest gumowaty albo w dotyku wydaje się chłodny i lekko wilgotny, odkładam go z powrotem na kaloryfer. Lepiej dosuszyć skórki o kilka godzin dłużej, niż zamknąć w słoiku kawałki, które jeszcze trzymają wilgoć.
Gotowy susz przesypuję do suchego, szczelnie zakręcanego słoika. Słoik stoi w szafce z dala od kuchenki i czajnika, żeby nie łapał pary. Taki zapas mam pod ręką przez całą zimę.
Łyżeczka na czajnik i do piernika
Najczęściej używam suszu do herbaty. Jedna łyżeczka pokruszonych pasków na cały czajnik wystarcza, żeby napój dostał wyraźny cytrusowy aromat. Wsypuję skórki do dzbanka razem z herbatą i zalewam wrzątkiem.
Tak samo postępuję z kompotem z suszonych owoców, który zimą gotuję regularnie. Dosypuję susz do garnka i od razu czuć, że kompot pachnie inaczej niż zwykle.
Trzecie zastosowanie to ciasta korzenne, na przykład piernik. Rozdrobniony susz dodaję zamiast gotowej skórki pomarańczowej ze sklepu. Kupna skórka często zawiera więcej cukru niż owocu, a moja to po prostu wysuszona mandarynka.
Drugi sposób: starta skórka z zamrażarki
Części mandarynek nie suszę. Zanim je obiorę, ścieram z nich skórkę na tarce o drobnych oczkach, tak samo jak skórkę z cytryny. Ścieram tylko kolorową warstwę, bez białej części pod spodem.
Startą skórkę dzielę na porcje i przekładam do małych pojemniczków, które od razu idą do zamrażarki. Jeden pojemniczek wystarcza do doprawienia sernika, ciasta na naleśniki albo sosu na bazie masła. Przy pieczeniu świątecznych ciast nie muszę wtedy niczego trzeć na szybko, tylko wyjmuję gotową porcję.
Zapas zrobiony w sezonie na mandarynki zwykle starcza mi do wiosny, kiedy świeżych owoców w sklepach już nie ma. Dzięki temu nie kupuję suszonej skórki cytrusowej w małych opakowaniach, która jest droga w stosunku do tego, ile się jej faktycznie zużywa.
